Ale że kto ?

Zmiany. Jest taki paradoks w ludzkiej naturze - gdy jesteśmy niezadowoleni ze swojego życia, chcemy zmian. Ale gdy tez miany nadchodzą robimy wszystko co możliwe żeby "zostało po staremu".
I co Pan zrobisz, to prawdopodobnie jeden z licznych ficzerów wchodzących w pakiet "bycia człowiekiem".
Czy ja byłem niezadowolony ze swojego życia ? Zdecydowanie nie, ale pewne zmiany byłyby mile widziane. Mądrzy ludzie mówią "uważaj o co prosisz...", ale o tym nieco później.

Mam 41 lat, wciąż kawaler. Ło ło.. już widze to zdziwienie. Powiem tak - na pewne rzeczy nie mamy wpływu, a Ty czytelniku możesz od razu skasować ze swojego biologicznego twardego dysku nasuwające Ci się właśnie wyobrażenia pulchnego 40-latka wciąż mieszkającego "z mamusią" bo tak mu wygodniej. I taniej.
Nic z tych rzeczy, od 20 lat jestem jednostką samowystarczalna i samodzielną. Lubie ruch, aktywność, sport. Uwielbiam włóczenie się  po górach i lasach, survival, i miejsca "w środku niczego". Im dalej od ludzi, ich gonitwy, zgiełku i hałasu tym lepiej.
I stare samochody lubię, mój poprzedni wóz miał 20 lat jak go sprzedałem, aktualny wkrótce osiągnie pełnoletność. Jakoś kultura "konsumpcji" do mnie nie przemawia, może jestem na to zbyt praktyczny. Po co mam wymieniać swój telefon (kiedyś topowy) na nowy model skoro wciąż jeszcze dobrze działa ? Albo wóz ? Albo zegarek, czy cokolwiek ? Czy jedynym powodem ma być "bo wyszedł nowy model" ? Nie no, bądźmy poważni. Wiem że są ludzie którzy się na to łapią, ale nie wiem jak to możliwe. Swoja drogą jestem ciekaw jak współczesne samochody będą wyglądały w wieku 20 lat, pytanie czy wogóle takiego wieku dożyją. Myślę że wątpię.

Aktualnie mieszkam na śląsku, na obrzeżach średniej wielkości miasta. Miejsce bardzo w porządku, po latach spędzonych w typowym blokowisku które po upadku pobliskich kopalń zaczęło się staczać odnalazłem swoje miejsce zaledwie 2 lata temu. Wspaniali sąsiedzi (całkowite przeciwieństwo do tych z bloku), spokój, cisza, kawałek ogródka... to pierwsze miejsce (poza domem rodzinnym) gdzie czuję się "w domu". Szczęściarz co ? Ale pamiętasz że nic nie trwa wiecznie ?

Bardzo lubię podróże, jeśli tylko finanse i czas pozwalają - wyjeżdżam. Czy to weekend w górach, kilkutygodniowy wyjazd gdzieś dalej, czy chociażby popołudniowy wypad rowerem do lasu. Preferowane są miejsca odludne, lub możliwie mało tłoczne, choć nie zawsze się da. No bo weź odwiedź taką Pragę i uniknij tłumu, trzeba być realistą. Ale tutaj zgiełk i tłum jest w taki wyjazd wpisany, i świadomie się na niego godzę. Byłem, widziałem i ten jeden raz mi wystarczy. Wolę góry ich mało uczęszczane szlaki.
Są ludzie którzy lubią tłum i zgiełk miasta, i tacy których to męczy - zdecydowanie jestem w drugiej grupie. Wole poczuć odwiedzane miejsce, doświadczyć go, nauczyć się go, pozwolić mu na siebie wpłynąć. Kompletnie nie wpisuje się w to wrzawa kolejnej rozpychającej się łokciami wycieczki, podbitą wysokim C dziecięcia któremu mam odmówiła zakupu trzeciego już dziś loda. Takiego "wpływu" nie lubię i unikam, bo wracam bardziej zmęczony niż przed wyjazdem.
Miasto jako takie ma mi niewiele do zaoferowania. Jasne że dobrze jak jest sklep, lekarz, stacja paliw itd... ale to aktualnie można znaleźć poza wielkimi metropoliami. Albo mieszkać na wsi, i dysponując samochodem docierać do tych udogodnień w 15 minut.
A że kawaler ? Nie na wszystko mamy wpływ, nieważne jak bardzo się staramy. Moim zdaniem właściwe osoby przychodzą we właściwym czasie. Przyciskanie pewnych tematów, przyspieszanie ich na siłę, nie niesie nic dobrego. Zastanów się jak wykorzystać swój czas "pomiędzy", co z nim zrobisz, bo to tu i teraz jest ważne, to punkt startowy dla wszystkiego co przed Tobą.
No i taka osoba się pojawiła, a wraz z Nią ZMIANY.

Komentarze